Kardamon... Moja ulubiona przyprawa. Nie wyobrażam sobie swojej kuchni bez kardamonu! Serio. Zabierzcie nawet pieprz i sól, ale kardamonu nie oddam! Chyba nie bez powodu bywa nazywany Królową Przypraw... (Królem jest zwyczajowo czarny pieprz).
Jest to trzecia (wg. niektórych źródeł druga) najdroższa przyprawa na świecie, pierwszy jest
szafran, druga wanilia, obie również bardzo lubię. Poza tym okazuje się,
że kardamon można również palić! Ale tu nie o tym. A więc jak używać kardamonu w kuchni i skąd się on w ogóle bierze...?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Subiektywne kulinarne ABC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Subiektywne kulinarne ABC. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 maja 2016
wtorek, 26 kwietnia 2016
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Szczypta smaku - przyprawy - intro // mieszanki arabskie
Co sprawia, że jedzenie naprawdę smakuje? Jakie właściwości mają różne przyprawy, skąd w ogóle się biorą i jak ich używać...?
Sądzę, że znam więcej przypraw niż przeciętny konsument ;) Na półce w domu mam zwykle 50-70 różnych przypraw, ziół, ekstraktów itp. BTW nie ma tam NIC sztucznego! A że jestem z natury dociekliwa, to wiem też całkiem sporo o tym skąd co się bierze, jak smakuje, co można z czym łączyć. Postaram się o tym opowiedzieć....
Sądzę, że znam więcej przypraw niż przeciętny konsument ;) Na półce w domu mam zwykle 50-70 różnych przypraw, ziół, ekstraktów itp. BTW nie ma tam NIC sztucznego! A że jestem z natury dociekliwa, to wiem też całkiem sporo o tym skąd co się bierze, jak smakuje, co można z czym łączyć. Postaram się o tym opowiedzieć....
wtorek, 19 kwietnia 2016
Zapieanka z niczego (ser halloumi, fasolka, chleb)
Wczoraj musiałam nakarmić dwóch (zawsze) głodnych facetów. Takich prawdziwych facetów. Ma być schabowy ze smalcem i szklanka bimbru, inaczej to nie obiad ;) No dobra, obaj bardzo lubią moje wege gotowanie, ale i tak coś treściwego dać im trzeba. No to co...? Poza tym u mnie poniedziałek to z reguły 'dzień domowy'. ...nie chce mi się nigdzie wychodzić do sklepu, nie mam też weny stać w kuchni kilka godzin... W końcu padło na zapiekankę - wrzucić wszystko do piekarnika i niech się dzieje wola nieba! :)
niedziela, 17 kwietnia 2016
Tortilla de patatas - hiszpański omlet na wypasie :D
Środek tygodnia, w lodówce pustawo, gotować się nie chce, pogoda paskudna. Jedno z moich ulubionych comfort foods. Zawsze się udaje. 3 podstawowe składniki, które są chyba zawsze w każdym domu - jajka, ziemniaki i cebula. Poza tym smakuje na ciepło, ale jest równie dobra, jeśli nie bardziej, na zimno na drugi dzień! Tortilla de patatas lub inaczej tortilla hiszpańska. Mniam!
A więc zrobiłam tradycyjny przegląd lodówki ;)
A więc zrobiłam tradycyjny przegląd lodówki ;)
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
Kum, kum, kum... Kumkwat! Yum! (chińskie złote pomarańcze)
A więc kupiłam kumkwaty! Takie to to małe (wielkości grubego kciuka może...), pomarańczowe, pachnie cytrusowo, ale bardzo słodko. Nazywa się oryginalnie po chińsku kam kwat, gdzie kam to 'złoto', a 'kwat 'pomarańcza' No i co z tymi złotymi pomarańczkami zrobić?
Kumkwaty można jeść w całości (ze skórką), ja jednak jakoś nie byłam do tego przekonana. Więc swoje owocki rozkroiłam na pół, wyjadłam miąższ - słodki, ale z kwaskową i lekko goryczkową nutą, minim! Trochę tak jakby połączyć bardzo słodkie mandarynki, pomarańcze i grejpfruty.
BTW: z kumkwatów (całych) można też robić np. marmolady.
Kumkwaty można jeść w całości (ze skórką), ja jednak jakoś nie byłam do tego przekonana. Więc swoje owocki rozkroiłam na pół, wyjadłam miąższ - słodki, ale z kwaskową i lekko goryczkową nutą, minim! Trochę tak jakby połączyć bardzo słodkie mandarynki, pomarańcze i grejpfruty.
BTW: z kumkwatów (całych) można też robić np. marmolady.
piątek, 8 kwietnia 2016
Nocna przekąska - kakako, surowe, wegańskie
Co zjeść o północy, kiedy burczy w brzuszku, ale tak, żeby się nie obżerać na noc? Wegańskie kakao!
BTW: surowe kakao jest ostatnio jednym z moich ulubionych smaków i wbrew pozorom jest dużo słodsze i łagodniejsze niż to palone (klasyczne). Poza tym dużo dodatkowej słodyczy daje mleko sojowe. Można je oczywiście zamienić na zwykłe albo - imho jeszcze lepiej - migdałowe lub owsiane!
BTW: surowe kakao jest ostatnio jednym z moich ulubionych smaków i wbrew pozorom jest dużo słodsze i łagodniejsze niż to palone (klasyczne). Poza tym dużo dodatkowej słodyczy daje mleko sojowe. Można je oczywiście zamienić na zwykłe albo - imho jeszcze lepiej - migdałowe lub owsiane!
niedziela, 20 grudnia 2015
Chleb, który zawsze się udaje
Piekłam już różne chleby, bułki, bułeczki, ciasta, tatry... Czasem się udają, czasem nie. Chociaż w ogóle pieczenie chleba w domu, nawet bez żadnych specjalnych sprzętów, nie jest wbrew pozorom trudne. Naprawdę warto próbować! A efekty będą zaskakujące :) A tu przepis na chleb... który zawsze się udaje i zawsze jest przepyszny!
Domowe pieczywo jest zupełnie inne. Mi przypomina jeden z ulubionych smaków dzieciństwa - domowy chleb mojej wiejskiej babci (druga była miejska, chociaż gotowała i piekła też po mistrzowsku), pieczony w piecu kaflowym opalanym drewnem. Taki, który najlepszy był jeszcze ciepły z masłem i solą. Mmm... :) Długo nie mogłam odnaleźć tego smaku, a teraz mogę go mieć kiedy tylko mi się zamarzy u siebie w domu! :)
Domowe pieczywo jest zupełnie inne. Mi przypomina jeden z ulubionych smaków dzieciństwa - domowy chleb mojej wiejskiej babci (druga była miejska, chociaż gotowała i piekła też po mistrzowsku), pieczony w piecu kaflowym opalanym drewnem. Taki, który najlepszy był jeszcze ciepły z masłem i solą. Mmm... :) Długo nie mogłam odnaleźć tego smaku, a teraz mogę go mieć kiedy tylko mi się zamarzy u siebie w domu! :)
niedziela, 10 lutego 2013
Hmm... Hummus!
Julia dobrze rozwiązała tą zagadkę :) Z pasty sezamowej rzeczywiście zrobiłam hummus.
Bardzo lubię hummus i jest to dla mnie jeden z podstawowych smaków kuchni bliskowschodniej.
Do hummusu dodaje się tahini, którą wiele osób nazywa troszkę mylnie pastą sezamową. A to nie całkiem to samo.
Pasta sezamowa to po prostu pasta z ziaren sezamu, natomiast tahini to pasta na bazie ziaren sezamu, ale z innymi dodatkami. Do tahini dodaje się olej sezamowy lub arachidowy lub z pestek winogron, sok z cytryny, ew. czosnek, czasami sól lub cukier.
Pastę sezamową również można dodawać do hummusu, zamiast tahini. Robi się ją z prażonych łuskanych ziaren sezamu lub całych namaczanych w wodzie. Jest tłusta, 'ciężka', aromatyczna, bardzo gęsta. Można ją porównać do masła orzechowego, którym poniekąd w sumie jest. Smakuje jak zupełnie niesłodka chałwa. Jeśli będziecie z niej korzystać - ostrożnie! Ma silny smak i bardzo charakterystyczną teksturę, która pozostawia tłustą warstwę na języku. W tym wypadku lepiej dodać jej mniej niż za dużo.
Jeśli nie macie tahini lub pasty sezamowej, to i tak nic straconego! :) Dobry hummus można zrobić i bez tego. Będzie lżejszy i delikatniejszy. Do hummusu dodaje się przede wszystkim oliwę z oliwek i czosnek. Poza tym sok z cytryny i ew. sól. Inne dodatki to już kwestia indywidualnych upodobań.
Hummus jadłam już niejeden, a sama robię go od kliku lat, przynajmniej 2-3 razy w roku. Wiem jaki jest mój ulubiony smak. Oliwa z oliwek, czosnek, pieprz cayenne, papryka ostra i słodka. Czasami dodaję też troszkę soli lub/i sok z cytryny.
Podstawowym składnikiem hummusu jest jednak ciecierzyca. Ciecierzyca smakiem i wyglądem przypomina groch. Występuje w kilku odmianach, a co ciekawe jest to roślina tylko uprawna - nie rośnie w ogóle na dziko. Do hummusu można wykorzystać ciecierzycę surową - wtedy trzeba ją wypłukać, namoczyć przez noc i ugotować. Albo ciecierzycę z puszki, w zalewie; wtedy trzeba ją odsączyć i wypłukać, ew. podgotować.
Hummus z pastą sezamową
Czas: 15 min. gotowanie ciecierzycy + 10 min.
Składniki (na 4-6 porcji):
2 puszki ciecierzycy lub 150 gr suchej
2-3 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka słodkiej papryki
0,5 łyżeczki pieprzu cayenne
0,5 łyżeczki ostrej papryki
2 ząbki czosnku, obrane
2 łyżki pasty sezamowej
0,5 szklanki oliwy z oliwek (lub więcej)
opcjonalnie niecała łyżeczka soli
garnek z pokrywką
sitko
blender lub duża miska i widelec*
Jak zrobić:
Ciecierzycę odsączyć na sitku i obficie przepłukać zimną wodą. Wrzucić do garnka z gotującą się nieosoloną wodą i gotować pod przykryciem ok. 10-15 min. do momentu aż zacznie mięknąć, ale środek pozostanie twardawy, czyli al dente. Odcedzić, przestudzić.
Wszystko, poza oliwą wrzucić do blendera i miksować do momentu uzyskania gładkiej, jednolitej masy stopniowo dodając oliwę. Oliwy trzeba dać tyle ile hummus wchłonie, czyli do momentu aż zacznie się zbierać na wierzchu i nie będzie chciała się wmiksować.
* Hummus jest potrawą robioną tradycyjnie na Bliskim Wschodzie od setek, jeśli nie tysięcy lat. Przypominam, że w tamtych czasach nie było blenderów. Ba! nie było nawet elektryczności :)
Jeśli nie macie blendera: ugotować ciecierzycę na bardzo miękko. Potem rozgniatać widelcem w misce z pozostałymi składnikami. Czosnek wycisnąć przez praskę lub bardzo drobno posiekać.
Smacznego!
A jak podaje się hummus? Jako zimną przystawkę. Jako dip. Jako dodatek do dań głównych. Można podawać go saute lub z oliwą, ze słodką papryką, z ciecierzycą, z oliwkami, z natką pietruszki. No i oczywiście z pitą. Już, już, tuż, tuż dwa przepisy na pitę: klasyczną i pełnoziarnistą. Zapraszam :)
A hummusie w ogóle można poczytać sobie tu. Jest kilka przepisów, podstawowe informacje, krótka historia, dodatki. Warto zajrzeć.
Ps Hummus bardzo dobrze się przechowuje, można spokojnie trzymać go w pojemniczku w lodówce tydzień lub nawet dłużej. Jest najlepszy po 1-2 dniach, gdy się 'przegryzie'.
Bardzo lubię hummus i jest to dla mnie jeden z podstawowych smaków kuchni bliskowschodniej.
Do hummusu dodaje się tahini, którą wiele osób nazywa troszkę mylnie pastą sezamową. A to nie całkiem to samo.
Pasta sezamowa to po prostu pasta z ziaren sezamu, natomiast tahini to pasta na bazie ziaren sezamu, ale z innymi dodatkami. Do tahini dodaje się olej sezamowy lub arachidowy lub z pestek winogron, sok z cytryny, ew. czosnek, czasami sól lub cukier.
Pastę sezamową również można dodawać do hummusu, zamiast tahini. Robi się ją z prażonych łuskanych ziaren sezamu lub całych namaczanych w wodzie. Jest tłusta, 'ciężka', aromatyczna, bardzo gęsta. Można ją porównać do masła orzechowego, którym poniekąd w sumie jest. Smakuje jak zupełnie niesłodka chałwa. Jeśli będziecie z niej korzystać - ostrożnie! Ma silny smak i bardzo charakterystyczną teksturę, która pozostawia tłustą warstwę na języku. W tym wypadku lepiej dodać jej mniej niż za dużo.
Jeśli nie macie tahini lub pasty sezamowej, to i tak nic straconego! :) Dobry hummus można zrobić i bez tego. Będzie lżejszy i delikatniejszy. Do hummusu dodaje się przede wszystkim oliwę z oliwek i czosnek. Poza tym sok z cytryny i ew. sól. Inne dodatki to już kwestia indywidualnych upodobań.
Hummus jadłam już niejeden, a sama robię go od kliku lat, przynajmniej 2-3 razy w roku. Wiem jaki jest mój ulubiony smak. Oliwa z oliwek, czosnek, pieprz cayenne, papryka ostra i słodka. Czasami dodaję też troszkę soli lub/i sok z cytryny.
Podstawowym składnikiem hummusu jest jednak ciecierzyca. Ciecierzyca smakiem i wyglądem przypomina groch. Występuje w kilku odmianach, a co ciekawe jest to roślina tylko uprawna - nie rośnie w ogóle na dziko. Do hummusu można wykorzystać ciecierzycę surową - wtedy trzeba ją wypłukać, namoczyć przez noc i ugotować. Albo ciecierzycę z puszki, w zalewie; wtedy trzeba ją odsączyć i wypłukać, ew. podgotować.
Hummus z pastą sezamową
Czas: 15 min. gotowanie ciecierzycy + 10 min.
Składniki (na 4-6 porcji):
2 puszki ciecierzycy lub 150 gr suchej
2-3 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka słodkiej papryki
0,5 łyżeczki pieprzu cayenne
0,5 łyżeczki ostrej papryki
2 ząbki czosnku, obrane
2 łyżki pasty sezamowej
0,5 szklanki oliwy z oliwek (lub więcej)
opcjonalnie niecała łyżeczka soli
garnek z pokrywką
sitko
blender lub duża miska i widelec*
Jak zrobić:
Ciecierzycę odsączyć na sitku i obficie przepłukać zimną wodą. Wrzucić do garnka z gotującą się nieosoloną wodą i gotować pod przykryciem ok. 10-15 min. do momentu aż zacznie mięknąć, ale środek pozostanie twardawy, czyli al dente. Odcedzić, przestudzić.
Wszystko, poza oliwą wrzucić do blendera i miksować do momentu uzyskania gładkiej, jednolitej masy stopniowo dodając oliwę. Oliwy trzeba dać tyle ile hummus wchłonie, czyli do momentu aż zacznie się zbierać na wierzchu i nie będzie chciała się wmiksować.
* Hummus jest potrawą robioną tradycyjnie na Bliskim Wschodzie od setek, jeśli nie tysięcy lat. Przypominam, że w tamtych czasach nie było blenderów. Ba! nie było nawet elektryczności :)
Jeśli nie macie blendera: ugotować ciecierzycę na bardzo miękko. Potem rozgniatać widelcem w misce z pozostałymi składnikami. Czosnek wycisnąć przez praskę lub bardzo drobno posiekać.
Smacznego!
A jak podaje się hummus? Jako zimną przystawkę. Jako dip. Jako dodatek do dań głównych. Można podawać go saute lub z oliwą, ze słodką papryką, z ciecierzycą, z oliwkami, z natką pietruszki. No i oczywiście z pitą. Już, już, tuż, tuż dwa przepisy na pitę: klasyczną i pełnoziarnistą. Zapraszam :)
A hummusie w ogóle można poczytać sobie tu. Jest kilka przepisów, podstawowe informacje, krótka historia, dodatki. Warto zajrzeć.
Ps Hummus bardzo dobrze się przechowuje, można spokojnie trzymać go w pojemniczku w lodówce tydzień lub nawet dłużej. Jest najlepszy po 1-2 dniach, gdy się 'przegryzie'.
piątek, 8 lutego 2013
Prezenty c.d.
Płynie fala wypadków i przypadków różnych, raczej nieprzyjemnych, ale płynie też fala prezentów.
Dziś robiąc zakupy dostałam czekoladę! Ale nie taką zwykłą, o nie!
Po pierwsze ziarna kakaowca używane do jej produkcji pochodzą z rolnictwa eko.
Po drugie jest robiona ręcznie.
Ale to przecież jeszcze nie żadne rewelacje.
Po trzecie jest, co najważniejsze, jest robiona z suszonych, a nie prażonych ziaren i konszowana na zimno! Pozwala to zachować wiele elementów odżywczych, które inaczej ulegają rozkładowi lub stają się nieprzyswajalne.
Po czwarte jest dosładzana nektarem z plamy kokosowej, co jest a) zdrowsze b) smaczniejsze.
Po piąte jest produkowana z peruwiańskiej odmiany kakaowca Criollo, który ma bardzo szlachetny i delikatny smak.
Po szóste z suszonymi jagodami goji i ziarnem kakaowca, co chyba dalszego komentarza nie wymaga ;).
Jest po prostu super przepyszna. Brzmi to wszystko prawie jak reklama... Ponieważ w sumie chcę ją reklamować. Dobre produkty, zwłaszcza niszowe często potrzebują rekomendacji pocztą pantoflową (lub jak kto woli margetingu szeptanego).
Tak czy siak szczerze baaardzooo polecam!!! :)))
Dziś robiąc zakupy dostałam czekoladę! Ale nie taką zwykłą, o nie!
Po pierwsze ziarna kakaowca używane do jej produkcji pochodzą z rolnictwa eko.
Po drugie jest robiona ręcznie.
Ale to przecież jeszcze nie żadne rewelacje.
Po trzecie jest, co najważniejsze, jest robiona z suszonych, a nie prażonych ziaren i konszowana na zimno! Pozwala to zachować wiele elementów odżywczych, które inaczej ulegają rozkładowi lub stają się nieprzyswajalne.
Po czwarte jest dosładzana nektarem z plamy kokosowej, co jest a) zdrowsze b) smaczniejsze.
Po piąte jest produkowana z peruwiańskiej odmiany kakaowca Criollo, który ma bardzo szlachetny i delikatny smak.
Po szóste z suszonymi jagodami goji i ziarnem kakaowca, co chyba dalszego komentarza nie wymaga ;).
Jest po prostu super przepyszna. Brzmi to wszystko prawie jak reklama... Ponieważ w sumie chcę ją reklamować. Dobre produkty, zwłaszcza niszowe często potrzebują rekomendacji pocztą pantoflową (lub jak kto woli margetingu szeptanego).
Tak czy siak szczerze baaardzooo polecam!!! :)))
środa, 6 lutego 2013
Prezenty!
Lubię dostawać prezenty. Choć jeśli miałabym wybierać z dwojga 'złego', to wolę dawać. Ale skoro dają to też nie narzekam. A ostatnio fala bardzo miłych, a do tego niespodziewanych prezentów płynie, płynie i płynie i póki co końca nie widać. Może to rekompensata od losu za różnie ostatnie mniejsze i większe nieprzyjemności i trudności, które mnie spotykają? :)
Dla Was w prezencie na dobry środek tygodnia flamingi z Walencji :)
Po pierwsze: moja kuchenna rewolucja. Kuchnia jest dla mnie najważniejszą przestrzenią w domu i już od dawna chciałam w niej sporo pozmieniać. Ale zawsze było jakieś 'ale'. A to pieniądze (a raczej ich niedostatek na takie wydatki), a to czas, a to nietypowy wymiar no i przede wszystkim wykonanie. Lubię i umiem robić różne rzeczy typu 'DIY', ale nie wszystko da się zrobić samodzielnie; zwłaszcza, jeśli jest się małą blondynką! ;) I to właśnie pierwszy prezent - wykonanie. Znalazł się ochotnik, który bezinteresownie zaproponował swoją ogromną pomoc w tej kwestii. Super!!! Jednak na razie nie mówię nic więcej, żeby nie zapeszać, bo całość jest jeszcze nieskończona.
Po drugie: mała rzecz, a cieszy. Dostałam od Mamy dwa opakowania miętowej gumy do żucia z... Libanu! Nazywa się pepermint, ale smakuje zupełnie inaczej niż wszystkie znane mi do tej pory miętowe gumy do żucia i smakuje bardzo dobrze. Fajowo. Lubię takie małe rzeczy. Nietypowe, niespodziewane, na swój sposób egzotyczne. Cieszą.
Po trzecie: czekolada! Ale nie zwykła czekolada, a czekolada do picia na gorąco. Z produktów wyłącznie rolnictwa ekologicznego i fair trade. Przyjechała z Kopenhagi. Co ciekawe w Danii w każdym sklepie jest mega wybór wszelkiej maści produktów eko, organic i fair trade. Niekończące się półki, również supermarketowe i również produktów własnych marek supermarketów. W normalnych cenach. Dlaczego tak nie może być w Polsce?!
Czekolada w postaci wiórków czekoladowych z masy na bazie miazgi kakaowej z dodatkiem brązowego cukru. Raczej gorzka niż słodka. Ulubiona na długie wieczory. No i mój kawałek Kopenhagi w domu :) A Kopenhaga jest (oczywiście poza Warszawą) moim ulubionym miastem do mieszkania, do życia w ogóle. Również mega super prezent.
Po czwarte: jeden z ulubionych smaków. Pasta sezamowa. Kto zgadnie co z niej będzie? :)
Dla tych co nie wiedzą - jak wygląda widać na zdjęciu poniżej. A jak smakuje? Jak zupełnie niesłodka chałwa, czyli bardzo dobrze! Pastę dostałam całkiem niespodziewanie. Kolega napisał, że dostał jej duży (dla niego za duży) słoik i chce się podzielić. Dla mnie super. Takie prezenty i takie niespodzianki bardzo lubię. I pięknie koledze dziękuję! :)
Last, but not the least. Po piąte: prezent dla samej siebie. Miłość od pierwszego wejrzenia, a do tego tania! ;) W Biedronce za 16 zł za komplet. Piękna solniczka i pieprzniczka (młynek). Kocham i już.
Sprawiajmy sobie prezenty - nawzajem i sami sobie. Nawet małe rzeczy mogą dużo cieszyć :)
Miłego środka tygodnia. :)
Dla Was w prezencie na dobry środek tygodnia flamingi z Walencji :)
Po pierwsze: moja kuchenna rewolucja. Kuchnia jest dla mnie najważniejszą przestrzenią w domu i już od dawna chciałam w niej sporo pozmieniać. Ale zawsze było jakieś 'ale'. A to pieniądze (a raczej ich niedostatek na takie wydatki), a to czas, a to nietypowy wymiar no i przede wszystkim wykonanie. Lubię i umiem robić różne rzeczy typu 'DIY', ale nie wszystko da się zrobić samodzielnie; zwłaszcza, jeśli jest się małą blondynką! ;) I to właśnie pierwszy prezent - wykonanie. Znalazł się ochotnik, który bezinteresownie zaproponował swoją ogromną pomoc w tej kwestii. Super!!! Jednak na razie nie mówię nic więcej, żeby nie zapeszać, bo całość jest jeszcze nieskończona.
Po drugie: mała rzecz, a cieszy. Dostałam od Mamy dwa opakowania miętowej gumy do żucia z... Libanu! Nazywa się pepermint, ale smakuje zupełnie inaczej niż wszystkie znane mi do tej pory miętowe gumy do żucia i smakuje bardzo dobrze. Fajowo. Lubię takie małe rzeczy. Nietypowe, niespodziewane, na swój sposób egzotyczne. Cieszą.
Po trzecie: czekolada! Ale nie zwykła czekolada, a czekolada do picia na gorąco. Z produktów wyłącznie rolnictwa ekologicznego i fair trade. Przyjechała z Kopenhagi. Co ciekawe w Danii w każdym sklepie jest mega wybór wszelkiej maści produktów eko, organic i fair trade. Niekończące się półki, również supermarketowe i również produktów własnych marek supermarketów. W normalnych cenach. Dlaczego tak nie może być w Polsce?!
Czekolada w postaci wiórków czekoladowych z masy na bazie miazgi kakaowej z dodatkiem brązowego cukru. Raczej gorzka niż słodka. Ulubiona na długie wieczory. No i mój kawałek Kopenhagi w domu :) A Kopenhaga jest (oczywiście poza Warszawą) moim ulubionym miastem do mieszkania, do życia w ogóle. Również mega super prezent.
Po czwarte: jeden z ulubionych smaków. Pasta sezamowa. Kto zgadnie co z niej będzie? :)
Dla tych co nie wiedzą - jak wygląda widać na zdjęciu poniżej. A jak smakuje? Jak zupełnie niesłodka chałwa, czyli bardzo dobrze! Pastę dostałam całkiem niespodziewanie. Kolega napisał, że dostał jej duży (dla niego za duży) słoik i chce się podzielić. Dla mnie super. Takie prezenty i takie niespodzianki bardzo lubię. I pięknie koledze dziękuję! :)
Last, but not the least. Po piąte: prezent dla samej siebie. Miłość od pierwszego wejrzenia, a do tego tania! ;) W Biedronce za 16 zł za komplet. Piękna solniczka i pieprzniczka (młynek). Kocham i już.
Sprawiajmy sobie prezenty - nawzajem i sami sobie. Nawet małe rzeczy mogą dużo cieszyć :)
Miłego środka tygodnia. :)
sobota, 2 lutego 2013
Gdzie mieszka Tażin i o cudownym zmartwychwstaniu
Tażin.
Lub tadżin lub tagine lub tajine.
Zdj. tu.
Tażin to po pierwsze specjalne naczynie charakterystyczne dla kuchni Maghrebu, a szczególnie marokańskiej. To gliniana misa ze stożkową kominową pokrywą, często charakterystycznie zdobiona. Po drugie specjalne danie z tegoż regionu przyrządzane w... właśnie tażinie. Bardziej dociekliwych tych zawiłości odsyłam do wujka googla :).
Co jest w tażinie ważne? Naczynie - o którym dalej. Poza tym, a może właśnie przede wszystkim przyprawa Ras el hanout i marynowane cytryny.
Ras el hanout to mieszanka przypraw i ziół. Nazwa znaczy mniej więcej tyle co "wizytówka sklepu" i bierze się z tradycji "mieszanka najlepszych przypraw jakie ma do zaoferowania dany sklep/sprzedawca". Dziś to po prostu zwyczajowa nazwa marokańskiej mieszanki przypraw. Ile sklepów i ilu szefów kuchni tyle odmian, choć ma kilka podstawowych składników.
Bazą jest najczęściej słodka papryka. Poza tym: chilli lub/i ostra papryka, kardamon, goździki, cynamon, kolendra (ziarna) lub świeże liście siekane, gałka muszkatołowa, czarny pieprz. Najlepiej oczywiście, gdy wszystkie przyprawy są świeżo mielone/tarte. Dalej - te niestety są rzadziej dostępne w Polsce - tamaryszek, pączki róży i... W różnych odmianach występują też: kurkuma, szafran, jałowiec, imbir, mięta, natka pietruszki, tymianek, rozmaryn, ziele angielskie i... Podpowiedzią służy też angielska Wikipedia. :)
Można oczywiście kupić gotową mieszankę. Ale sądzę, że lepiej zrobić ją samodzielnie. Ja robię sama. Jakie jest moje ras el hanout? Nie powiem! Mam swoją ulubioną bazę, ale poza tym za każdym razem inne, zależy od dnia, humoru, pogody, okazji... Eksperymentujcie, szukajcie nowych smaków, poznawajcie przyprawy i zioła! Polecam kupowanie, jeśli to możliwe, całych nasion lub ziaren etc i mielenie na świeżo: w młynku, w moździerzu lub nawet zgniatanie pomiędzy dwoma łyżkami albo wałkiem do ciasta.
Poza tym jeśli chodzi o przyprawianie: jeszcze czosnek. Najlepiej całe ząbki, nieobrane, lekko rozgniecione. Oraz gałązki świeżych ziół, np. mięty lub rozmarynu. Opcjonalnie do podawania posiekana natka pietruszki.
UWAGA!
1) Tażinu nigdy się nie soli.
2) Ras el hanout dodaje się bardzo obficie. Ja zużywam ok. 1/3 - 1/2 szkl. przyprawy na jeden raz.
Na zdj. moje dzisiejsze ras el hanout.
Marynowane cytryny. Tradycyjnie marynowanie cytryny trwa ok. 1 miesiąca lub nawet dłużej.
Ja po pierwsze do cierpliwych nie należę, po drugie najczęściej gotuję ad hoc, po trzecie zawsze zapominam zamarynować wcześniej 'na zapas'. A więc wersja ekspresowa: cytrynę umyć, można obrać, ale nie koniecznie. Pokroić w plasterki i układać warstwami obficie przesypując solą w słoiczku. Zalać wrzątkiem. Słoik zakręcić, ew. zawekować. Odstawić na min. 2-3 godz. Najlepiej oczywiście na kilka dni. Można trzymać w lodówce lub w temp. pokojowej.
Na zdj. niedojrzały jeszcze owoc cytryny w szklarni ogrodu botanicznego w Leuven.
Gdzie mieszka tażin i o cudownym zmartwychwstaniu właśnie, czyli naczynie.
Tradycyjnie tażin robi się w... tażinie na ogniu. Mniej tradycyjnie w.. tażinie, ale w piekarniku lub piecu opalanym drewnem - jak piec do pizzy (restauracje). Jeszcze mniej tradycyjnie - wg. kreatywności gotującego. Widziałam już pomysły robienia komina z folii aluminiowej do żaroodpornego naczynia, a nawet pomysł gotowania w garnku lub patelni.
Ja optuję za: a) ceramicznym garnkiem z pokrywką, b) żaroodpornym szklanym naczyniem z pokrywką lub c) tradycyjną żeliwną brytfanką, również z przykrywką. Dlaczego z przykrywką? W przygotowywaniu tażinu ważne jest, aby w czasie gotowania/pieczenia/duszenia był w miarę szczelnie przykryty i NIE należy go odkrywać ani mieszać etc aż do momentu podania.
Ja korzystam z żeliwnej brytfanki. Bardzo starej i bardzo dobrej. Ok. pół roku temu robiłam generalny przegląd wszelkich kuchennych utensyliów i właśnie wtedy ją znalazłam. Po babci. A babcia była oczywiście najlepszą babcią na świecie, ale też bardzo dobrze gotowała. Właśnie wraz z cudownym odnalezieniem brytfanki zmartwychwstał kuchennych duch babci. Jakoś od tej pory wszystko wychodzi jeszcze lepiej i jeszcze przyjemniej się gotuje!
Na zdj. mój dzisiejszy tażin.
Mięso, warzywa, owoce, orzechy, kuskus..., czyli pozostałe składniki.
Tak jak nie ma jednego przepisu na ras el hanout, tak samo nie ma jednej listy pozostałych składników.
Najczęściej tażin robi się z jagnięciną lub kurczkiem, ew. z ciemnym mięsem, wtedy można podlać czerwonym winem. Ja nie jem mięsa, więc opcja wege, czyli po prostu bez mięsa i już. Poza tym tażin i tak bazuje przede wszystkim na warzywach. Czasami robię go, gdy przychodzi pora na 'przegląd lodówki'.
Można też robić z rybą.
Warzywa - w zasadzie nadają się wszystkie. Najczęściej: bakłażany, cukinia, marchewka, korzeń pietruszki, cebule, ziemniaki, papryka, pomidory, fasola, ciecierzyca, ogórek, a nawet seler. Poza tym oliwki, zielone lub czarne, ew. czerwone, ale te są rzadko dostępne; drylowane, bez nadzienia.
Owoce - suszone lub wędzone: śliwki, morele, rodzynki, daktyle, figi. Opcjonalnie otarta skórka z pomarańczy, cytryny lub limonki. Ew. gruszki lub melon.
Orzechy: blanszowane lub prażone migdały, orzechy włoskie, prażony sezam, orzechy nerkowca.
Kuskus: dodaje się go na koniec, ponieważ bardzo szybko puchnie i wchłania dużo wody. Trzeba tylko pamiętać, aby nie przedobrzyć i np. jeśli dajemy dużo ziemniaków czy ciecierzycy, wtedy zrezygnować z kuskusu lub dać go dużo mniej.
Oliwa z oliwek - do posmarowania formy, ew. podlania, najlepiej oczywiście extra virgine.
Bulion - do podlania całości jeszcze przed pieczeniem. Oby nie z kostki z glutaminianem sodu! Można teraz dostać kostki eko, bez gs, nawet w rozsądnej cenie (ok. 8-9 zł za 6 szt.). Dla wytrwałych i cierpliwych - gotowanie domowego bulionu. Ja bardzo rzadko to robię i nie jest to moja specjalność, za to bardzo dobrze robi bulion/rosół mój kolega. Może podzieli przepisem? :)
Opcjonalnie można podawać z serem np. feta.
A dlaczego u mnie w zakładce "Z podróży"? Znam dobrze kuchnię arabską, ale Lewantu, a nie Maghrebu. Tażin jadłam po raz pierwszy w Belgii! Polecam marokańską restaurację w starej części Leuven. Więc smak przywieziony z podróży. A jak widać danie ciekawe, całą książkę by można...
Jeszcze kilka słów dla dociekliwych tu, z filmikiem.
Uff!
Wbrew pozorom zrobienie tażinu jest bardzo proste. Jest to typowe one-pot-dish i typowe 'wrzuć i niech się samo gotuje'. Właściwy przepis na tażin w niedzielę, a tym czasem dobrego weekendu :)
A na koniec piękne ziarna kardamonu (zdj. z ang. Wikipedii). Jedna z moich ulubionych przypraw! A jak się właśnie dowiedziałam trzecia najdroższa ze wszystkich przypraw na świecie, pierwszy jest szafran, druga wanilia, obie również bardzo lubię. Poza tym okazuje się, że kardamon można również palić!
środa, 13 czerwca 2012
Sesja, czyli (nie)spełnione obiecanki
Większość studentów i studentek właśnie walczy z sesją. Obiecałam przepis na przekąskę dobrą dla szarych komórek, ale nie mogę znaleźć właściwego przepisu! :/
Za to mam super przepisy mojej rowerowej koleżanki (cały blog "Dwa kółka" Doroty tu):
- domowe batony energetyczne cz. 1
- domowe batony energetyczne cz. 2
Dwa przepisy bez piecznia i dwa z pieczeniem :) Przepisy oryginalnie dotyczą diety przy dużym wysiłku fizycznym, ale dla naszego organizmu różnica wcale nie jest taka duża! Pamiętać trzeba tylko o organiczeniu cukrów prostych.
Generalnie nasz mózg lubi kiedy jemy w małych porcjach, ale często; dania lekkostrawne - proces trawienia obciąża organizm, stąd np. uczucie ciężkości i ospałość po dużych posiłkach; orzechy - głownie migdały, włoskie i pestki słonecznika (ale nie w dużych ilościach, bo są ciężkostrawne); a aby mieć energię potrzebujemy węglowodanów, ale należy unikach cukrów prostych - powodują szybkie uczucie głodu i tzw. 'zjazd', czyli szybkie zmęczenie, skrajnie nawet objawy lękowe, więc dobrze jeść produkty zbożowe, najlepiej razowe, z pełnego przemiału, czyli te 'ciemne'.
Na koniec jeszcze jeden link, kilka ciekawych uwag o "diecie przed egzaminem" :)
No i mój ulubiony obrazek sesyjny! (na szczęście moja w sumie ostatnia w moim życiu sesja już się skończyła ponad miesiąc temu! hura!!!)
A wszytskim, którzy jeszcze zapi***ją powodzenia!!!
Za to mam super przepisy mojej rowerowej koleżanki (cały blog "Dwa kółka" Doroty tu):
- domowe batony energetyczne cz. 1
- domowe batony energetyczne cz. 2
Dwa przepisy bez piecznia i dwa z pieczeniem :) Przepisy oryginalnie dotyczą diety przy dużym wysiłku fizycznym, ale dla naszego organizmu różnica wcale nie jest taka duża! Pamiętać trzeba tylko o organiczeniu cukrów prostych.
Generalnie nasz mózg lubi kiedy jemy w małych porcjach, ale często; dania lekkostrawne - proces trawienia obciąża organizm, stąd np. uczucie ciężkości i ospałość po dużych posiłkach; orzechy - głownie migdały, włoskie i pestki słonecznika (ale nie w dużych ilościach, bo są ciężkostrawne); a aby mieć energię potrzebujemy węglowodanów, ale należy unikach cukrów prostych - powodują szybkie uczucie głodu i tzw. 'zjazd', czyli szybkie zmęczenie, skrajnie nawet objawy lękowe, więc dobrze jeść produkty zbożowe, najlepiej razowe, z pełnego przemiału, czyli te 'ciemne'.
Na koniec jeszcze jeden link, kilka ciekawych uwag o "diecie przed egzaminem" :)
No i mój ulubiony obrazek sesyjny! (na szczęście moja w sumie ostatnia w moim życiu sesja już się skończyła ponad miesiąc temu! hura!!!)
A wszytskim, którzy jeszcze zapi***ją powodzenia!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)























